Trzy główne cele w życiu kobiety to wyjść za mąż, mieć dzieci, a później jeszcze więcej dzieci. A tak serio to nie. Tak po prostu wydaje się osobom, które najpierw pytają czy masz już chłopaka. Potem mamy upgrade do a kiedy ślub. Kiedy już ten ślub weźmiesz, zaczyna się a kiedy dziecko. A jak już masz to dziecko, to pytają kiedy następne. A potem znowu. I znowu. Natomiast jeśli masz 5+ dzieci, to z politowaniem patrzą na Ciebie i pytają czy nie za dużo dobrego?

Dobrze pamiętam, jak jakiś czas temu gościem w Dzień Dobry TVN była Małgosia Rozenek-Majdan. Prowadząca Magda Mołek była wtedy w ciąży. Na koniec spotkania pierwsza z pań pogłaskała po brzuchu tą drugą. Zrobiła się wtedy niezła afera o to, czy gest Rozenek był na miejscu czy totalnie nie. Ja nie wiem, jak do tego podeszła Pani Mołek, bo to jednak o nią tu chodziło. I nie chcę wyrażać swojego zdania w tym temacie. Chodzi mi tu o coś zupełnie innego.

Kiedyś wręcz obowiązkiem kobiety było zostać matką. I chociaż świat dawno poszedł do przodu, to my wciąż gdzieś tam żyjemy w epoce, w której dzieci, a więc i brzuch ciężarnej, były dobrem wspólnym.

Ja głęboko wierzę w to, że osoby, które zadają takie pytania, nie mają złych intencji. I chociaż nie powinno tak być, to wciąż bardzo interesujemy się życiem innych, a chyba szczególnie tym najbardziej intymnym. I nie widzimy w tym nic złego, chociaż czas najwyższy zrozumieć, że nie każdy chce się tłumaczyć z tego, czy uprawia seks z zabezpieczeniem czy też nie. Po za tym czasem posiadanie dzieci nie sprowadza się tylko do chcenia.

Ustalmy jedną rzecz. W ciągu ostatnich kilku dziesięcioleci nasza sytuacja się zmieniła. Uczymy się, pracujemy, podróżujemy, osiągamy sukcesy, mamy w życiu własne cele, które mogą mijać się z tymi, o których wspomniałam na początku. I to wszystko jest okej. Ja sobie nawet nie wyobrażam, jak bardzo musi wkurzać zadane po raz setny pytanie o męża/dzieci. Szczególnie, jeśli tych dwóch rzeczy nie ma się nawet na liście najbardziej odległych planów awaryjnych, jakby wszystko inne trafił szlag. Niektórym wciąż nie mieści się w głowie, że można nie mieć dzieci – bo w końcu gdzie poczucie obowiązku? I nie, zasada „urodzisz, to pokochasz” wcale nie ma zastosowania w praktyce. Tak samo jak pytanie o to samo po raz kolejny nie sprawi, że ktoś zmieni zdanie.

Kolejna kwestia – niektórych ludzi pytanie „kiedy dzieci” nie doprowadza do wściekłości, a do płaczu. Z różnych względów. Bo na przykład ktoś nie może mieć dzieci. Wyobraź sobie, jak musi się czuć osoba, która bardzo chce zostać rodzicem i nigdy nie będzie jej to dane. Masz? To teraz jeszcze dołóż do tego dziesiątki pytań w stylu kiedy w końcu. Takim samym dramatem jest poronienie. Ktoś, kto stracił dziecko, na pewno nie poczuje się lepiej, słysząc, że powinien je mieć.

Chociaż podobne pytania mogą płynąć z troski i kryją się za nimi tylko dobre intencje, to są kompletnie nietaktowne i niepotrzebne. Raz, bo dotyczą najbardziej prywatnych aspektów życia. Dwa, bo nikt ich sobie nie życzy. Jeśli ktoś chce mieć dzieci, to będzie je miał. Jeżeli ktoś nie chce lub nie może, to nie będzie miał. I to nie dotyczy tylko pytań skierowanych do osób bliskich.

Jakiś czas temu wkurzała się o to Alina Szklarska. Później Eliza Wydrych-Strzelecka jako jedno z najbardziej denerwujących pytań wymieniła właśnie to o dziecko. Kiedyś na live na insta została zapytana o to Red Lipstik Monster. Odpowiedziała prostym pytaniem – dlaczego chcesz to wiedzieć? Bo jesteś coraz starsza, latka lecą, bla bla. Serio? Takich pytań się po prostu nie zadaje. A to, że ktoś jest osobą publiczną, nie znaczy, że musi się tłumaczyć z każdego aspektu swojego życia.

Ja wiem, że takie ingerowanie w życie innych zostało nam jeszcze z pokolenia naszych babć i dziadków, ale im szybciej dotrze do nas, że to jest po prostu złe, tym lepiej.

zdjęcie: Jose Moreno/unsplash.com