Na moim poprzednim blogu miałam wstręt do pisania o związkach. Wydawało mi się, że skoro ten, w którym jestem aktualnie, jest moim jedynym (to nic, że kilkuletnim), to nie jestem wystarczająco kompetentna, żeby o związkach mówić. Kurtyna w dół.

Sęk w tym, że mogę i powinnam. Bo to, że od kilku lat jestem w związku z jednym i tym samym chłopakiem nie wyklucza faktu, że nie wiem nic o związkach w ogóle. A po za tym wiele osób nie ma nawet najmniejszego pojęcia o tym, co mówi i w żaden sposób im to nie przeszkadza. Swoją drogą – widzieliście film „Jak urządzić orgię w małym mieście?” Laska zorganizowała orgię dla innych sama będąc dziewicą!

W dzisiejszym wpisie odpowiemy sobie na pytanie, czy mężczyźni mogą sami prać skarpetki i czy nie stanie im się przy tym krzywda. Ale najpierw oberwie się trochę nam, kobietom, a w szczególności naszym mamom i babciom.

Często mam wrażenie, że nam, kobietom, zostało powierzone bardzo znaczące zadanie zbawienia świata. Bo czy nie macie wrażenia, że jak tylko nas gdzieś nie ma, to ten świat od razu się wali? Jak już pisałam w jednym z wcześniejszych wpisów, wprowadzenie w miarę stabilnych zmian obyczajowych zajmuje około siedmiu pokoleń. Jeżeli chodzi o relację w związku między kobietą i mężczyzną, to te zmiany gdzieś tam postępują, ale jednak do głosu wciąż dochodzi to, co nasze babcie wpajały naszym mamom, a co im z kolei wpajały ich mamy – kobieta ma być dla mężczyzny.

Z jednej strony powinnyśmy się uczyć, zdobywać dobrze płatne prace, osiągać sukcesy i realizować się, ale wciąż na pierwszy plan powinno wysuwać się bycie żoną i matką, w rozumieniu Matką Polką Męczennicą. To strasznie złe z mojej strony, ale co jakiś czas łapię się na tym, że dziwię się, widząc młodą kobietę w makijażu, ładnej sukience, sandałkach i z dzieckiem na ręku. Ale to tylko dlatego, że wciąż mamy w głowach stereotyp mamuśki, która również dla swojego męża jest bardziej matką niż żoną i która nie dba o siebie, poświęcając się w całości dla swoich dzieci. Wiecie co? Ja też za parę lat, kiedy będę już miała dziecko, chcę mieć dość energii do tego, żeby zrobić sobie ładny makijaż i dobrze się ubrać. I jeśli w tym momencie parsknęłaś śmiechem, myśląc tak, na pewno, przy dziecku się nie da, to ja Ci powiem, że się da. Bo w związku nie jestem sama. I żadna z nas nie powinna być.

My, kobiety, często narzekamy na naszych mężczyzn. Bo nie pomagają w domu. Bo przez myśl im nie przejdzie, żeby coś ugotować. Bo mogliby się czasem zająć dziećmi, a nie tylko przed telewizorem siedzieć. Ale prawda jest taka, że oni by mogli to wszystko robić. Gdybyśmy tylko im pozwoliły. Przyznaj sama przed sobą, ile razy, kiedy Twój facet zaproponował Ci pomoc, powiedziałaś, że jej nie potrzebujesz? Albo kiedy już zaczął coś robić, powiedziałaś, że sama zrobisz to lepiej? A ile razy widziałaś, jak Twoja mama robi to względem Twojego taty? Nie dziwmy się, że mężczyźni nam nie „pomagają”, skoro im na to nie pozwalamy. A uwierz mi, że czasem wystarczy tylko poprosić.

No i właśnie to słowo – pomagają. Powiem Ci, jak ja to widzę. Według mnie, kiedy dwie dorosłe osoby mieszkają ze sobą w jednym mieszkaniu, to powinny o to mieszkanie razem dbać. Oczywiście ja nie mówię, kiedy jedna osoba nie pracuje, tylko zajmuje się domem. Wtedy wiadomo, że to są jej obowiązki, co oczywiście nie wyklucza braku pomocy ze strony tej drugiej. Jednak jeśli obie osoby pracują, to zajmowanie się domem również powinno należeć do ich wspólnych obowiązków. I kropka. Wszystko jest tylko kwestią dogadania. Ja na przykład lubię gotować, mój facet średnio, więc to oczywiste, że ja zwykle będę przygotowywać posiłki. Ale jeśli na przykład zdarzy się sytuacja, że to on wróci szybciej z pracy, to czemu to on nie ma zrobić dla nas obiadu? I tak, on może sobie sam wyprać te cholerne skarpetki. Bo obsługa pralki to nie fizyka kwantowa.