Miłość. Wyszła z domu i nie wróciła.
Ktokolwiek wie o losie zaginionej, proszony jest.
                                                  ~Piotr Adamczyk

Fragmenty jego książki „Pożądanie mieszka w szafie” po raz pierwszy czytałam na Tumblr. Było to kilka lat temu i trafiłam na nie całkowicie przypadkiem. Ale ten jeden przypadek sprawił, że przepadłam. Wtedy pomyślałam, że oo niby aktor, który grał papieża, ale pisze całkiem nieźle i ubiera myśli w naprawdę piękne metafory. Dopiero później dowiedziałam się, że to wcale nie jest ten Piotr Adamczyk, który najpierw zagrał Karola Wojtyłę, a później jego imiennika w filmie „Och Karol 2”. Ten Piotr Adamczyk z wykształcenia jest filozofem, z zawodu dziennikarzem. W dodatku pisze genialne książki i jeżeli ktoś szuka podobnych doznań na co dzień, to właśnie one są najprostszą drogą do osiągnięcia intelektualnego orgazmu.

Często idąc do empiku czy jakiejkolwiek innej księgarni nie mam pojęcia, jaką książkę tym razem będę chciała kupić. Przy wyborze mam tylko jedno kryterium. Otwieram książkę na pierwszej stronie lub na jakiejś losowej w środku, czytam jedną lub dwie kartki i decyduję, czy było tam coś, co sprawiło, że chcę ją przeczytać w całości. W przypadku książek Piotra Adamczyka nie musiałam tego robić. Cytaty z pierwszej czytałam w Internecie i były one wystarczającą zachętą. Przy następnych już z góry wiedziałam, że będę chciała je mieć.

Jeżeli szukasz książek z wartką akcją, bohaterów z zawiłymi motywami psychologicznymi, zagadek, które autor pozostawia czytelnikowi do rozwiązania i przede wszystkim takich, które po przeczytaniu będziesz mogła od razu odłożyć na półkę, to Piotr Adamczyk Ci tego nie da. Szczerze, to te książki są tak bardzo inne od większości, po które sięgam. Ale każdą z nich przeczytałam minimum dwa razy („Pożądanie mieszka w szafie” chyba ze cztery) i uwielbiam je za ten dreszczyk ekscytacji, który czuję, kiedy biorę którąś z nich do ręki. Nie ważne, czy pierwszy czy kolejny raz. To są książki, których się nie czyta. Je się przeżywa, a później żyje się z nimi, jakby odcisnęły na sercu głęboki ślad – bo właśnie tu jest dla nich miejsce. Książki pana Adamczyka uwielbiam za to, że za każdym kolejnym razem, kiedy je czytam, odkrywam w nich coś nowego, coś, co wcześniej pozostało dla mnie niezauważone. Te pozycje są pełne metafor, rozterek i przede wszystkim niespełnionych miłości. Bardzo podoba mi się, w jaki sposób autor wykorzystuje w nich elementy groteski i absurdu, piętnując ludzkie słabości, wady i przyzwyczajenia.

Książki Piotra Adamczyka mają jeden element wspólny – autor w każdej z nich głównego bohatera ochrzcił własnym imieniem i nazwiskiem, nie dając jednoznacznie do zrozumienia, czy pojawia się w nich ta sama osoba, czy może to ktoś zupełnie inny. Jest też miłość. Niespełniona miłość do Marysi Jezus, która nazywała się tak, bo jej ojciec był Hiszpanem, a w Hiszpanii Jezus to przecież bardzo popularne imię. Są też kolejne kobiety, które przewijają się przez życie bohatera, jednak nie trudno się domyślić, że pomimo miłości, są one tylko zapełnieniem pustki po Marysi J. Laurka, dziewczynka, która zamieszkała z rodzicami w tej samej kamienicy, co bohater z rodziną świeżo po tym, jak Niemcy po wojnie opuścili Wrocław. Miriam, która śle do bohatera piękne maile, pomimo, że Piotr w ogóle nie wie, kim jest Miriam i chociaż próbuje, to nie może się z nią skontaktować. Magdalena, która próbuje pokazać, że życie jest jak jeden wielki supermarket.

Piotr Adamczyk wydał do tej pory cztery książki, a ostatnia z nich zdecydowanie wyróżnia się wśród pozostałych. „Ferma Blond” to nie jest zwykła powieść. To prawdziwa, sfabularyzowana historia o ośrodkach Lebensbornu, które powstawały w Niemczech (a jak się później okazuje również w Polsce) za czasów II wojny światowej. Jeżeli nie wiesz, czym był Lebensborn, to już Ci tłumaczę. W czasie wojny Niemcom bardzo zależało na oczyszczeniu rasy aryjskiej, której przedstawiciele byli uznawani za nadludzi. A ośrodki Lebensborn były takimi „fabrykami Aryjczyków”. Początkowo powstały, żeby samotne matki, czy kochanki żonatych mężczyzn mogły w spokoju donosić ciążę. Później zaczęto przyjmować tam kobiety, które miały predyspozycje do bycia Aryjkami. Miały one współżyć z przysyłanymi tam SS-Mannami i rodzić ich dzieci.

Książka „Ferma Blond” jest naprawdę ważną pozycją, ponieważ wyciąga na światło dzienne fakty, które z jakichś powodów zostały niezauważone przez historyków. Dlaczego? Nie wiadomo. Ale podobno jeżeli kłamstwo zostanie powtórzone odpowiednią ilość razy, to w końcu stanie się prawdą.