Już w przedszkolu, podstawówce byłam większa niż inne dzieci i bynajmniej nie mam tutaj na myśli wzrostu. Doskonale pamiętam, jak w każde wakacje powtarzałam sobie, że tym razem na pewno schudnę. Ale nie chudłam. Wręcz przeciwnie. Przez większość dni leżałam na kanapie przed telewizorem, jadłam i tyłam. W końcu doszło do momentu, że w wieku piętnastu lat przy wzroście 165 cm ważyłam prawie 75 kg. Sporo. Czy czułam się z tym dobrze? Ani trochę.

Osoby, które nigdy nie musiały walczyć ze zbyt niską samooceną i wielkimi kompleksami nie będą wiedziały, jak to jest nie móc spojrzeć na siebie w lustrze lub stać przed tym lustrem i płakać. Byłam smutna, zakompleksiona i nieszczęśliwa. Przez pojawiające się na moich udach rozstępy nie nosiłam krótkich spodenek. Nie chodziłam nad jezioro, nie jeździłam nad morze, bo nie było mowy, żebym założyła strój kąpielowy. No way. Czy w końcu postanowiłam coś z tym zrobić? Oczywiście.

Przełom nastąpił w drugiej klasie gimnazjum. Na horyzoncie pojawiło się widmo pójścia do liceum, poznawania nowych osób. I przede wszystkim w mojej głowie zapaliła się czerwona lampka – co ludzie o mnie pomyślą? W wakacje przed ostatnim rokiem w gimnazjum codziennie rano biegałam, minimum godzinę. Piłam kilka litrów wody dziennie i jadłam maksymalnie trzy posiłki, które łącznie nie przekraczały 1000 kcal. Wiem, że mało. Tylko to był okres, kiedy internetowy fit światek zalewały teksty w stylu „albo dajesz z siebie wszystko albo nic”. Więc dawałam z siebie wszystko. Ponadto wydawało mi się, że jeżeli chce się schudnąć trzeba jeść mało. Więc jadłam mało. Właściwie to się głodziłam, ale wtedy tak o tym nie myślałam. Konsekwencje? O tym zaraz.

Powiedziałam sobie, że chcę ważyć 55 kg, bo wtedy wydawało mi się, że jest to waga idealna. Nie tylko mi się udało osiągnąć ten pułap, ale jeszcze go przekroczyć – najmniej ważyłam 53 kg. Super, schudłam. I co dalej? Niestety dla mnie to nie był koniec problemów. Bo co z tego, że schudłam ponad 20 kg, skoro wydawało mi się, że tego nie widać? Wciąż miałam za grube uda, oponkę na brzuchu i miliony kompleksów, których mniejsza waga w ogóle nie załatwiła. Włosy wypadały mi garściami, cera wyglądała fatalnie – dobitnie przekonałam się, że kalorie nie są w jedzeniu najważniejsze. Ponadto pojawiły się zaburzenia odżywiania. Najpierw ortoreksja – trzecia siostra anoreksja i bulimii, potem kompulsywne objadanie. To był okres zdecydowanie gorszy od tego, w którym ważyłam więcej. Wyjście z tego obecnie uznaję za większy sukces niż stracenie kilogramów, które swoją drogą po czasie wróciły, prawie wszystkie. Czy się tym przejęłam? Nie bardzo. Serio. To był już czas, gdy totalnie zaczęłam akceptować siebie. Ale nie tak narcystycznie. Po prostu zaczęłam lubić swoje ciało. I zrozumiałam bardzo ważną rzecz – moje ciało jest jedno i innego nie będę miała. Dlatego muszę o nie dbać. Odżywiam się dobrze, ćwiczę i używam swoich ulubionych kosmetyków nie dlatego, że nienawidzę swojego ciała, tylko dlatego, że je kocham. Teraz znowu ważę mniej, jednak nie jest to efekt odchudzania, a długotrwałego stresu, który na szczęście też udało mi się pokonać.

Ruch Body Positive to coś, co powstało w konkretnym celu, a ludzie jak zwykle dostosowali to do swojego widzi-mi-się i do tego, co akurat im pasuje. W tym momencie ten nurt kojarzy się z akceptowaniem ciał plus size i negację fit terroru. Tylko nie o to tu chodzi. Chodzi o pokochanie swojego ciała i dbanie o nie właśnie z powodu tej miłości.

Ja w ogóle nie chcę powiedzieć, że nie można się czuć dobrze w większym ciele, bo wierzę, że można. Sama żałuję, że tego nie umiałam. Tylko nikt mi nigdy nie wmówi, że duża nadwaga i otyłość są w porządku. Bo nie są. I nie chodzi tu wcale o względy estetyczne. Zbyt duża waga wiąże się z wieloma chorobami i innymi konsekwencjami, które znacznie mogą obniżyć jakość życia. Wszystko jest super, jeśli czujesz się dobrze sama ze sobą. Jest źle, kiedy wiesz, że jest nie okej, ale zasłaniasz się wymówkami i nic z tym nie robisz. Body Positive nie jest o akceptacji tego, co jest złe i uznaniu tego za coś koniecznego. Zacznij zmieniać to, co Ci się nie podoba i zaakceptuj siebie taką, jaką chcesz być.

freestocks.org/unsplash.com