Nie będę pytać Cię, czy jako dziecko chciałaś być dorosła, bo doskonale wiem, że tak. Ja też chciałam. Teraz chciałabym, żeby ktoś powiedział mi, gdzie wtedy był błąd w moim oprogramowaniu i kiedy ktoś go naprawił. Nie zrozum mnie źle, bo generalnie dorosłość jest świetna i nie chciałabym wracać do czasów dzieciństwa. Ma jednak parę poważnych wad, a tą największą chyba jestem ja, bo kompletnie nie wiem, czy sobie z tym poradzę.

KIEDY ZACZYNA SIĘ DOROSŁOŚĆ?

Podejrzewam, że nie raz zadałaś sobie to pytanie. Ja natomiast nie. Znacznie częściej zadawałam (i w sumie wciąż zadaję) sobie pytanie, kiedy do człowieka dochodzi, że już jest dorosły. Kiedy miałam 16 lat i widziałam, że ktoś z osób, które znam, w moim wieku lub 2-3 lata starszy jest w ciąży, to moją reakcją było „cooooo?” – jednym słowem szok i niedowierzanie. Teraz mam 21 lat i kiedy widzę, że ktoś w moim wieku lub 2-3 lata starszy jest w ciąży lub bierze ślub (!), moją reakcją jest „coooo?” – jednym słowem szok i niedowierzanie. A potem przypominam sobie, ile mam lat i że w tym wieku takie rzeczy są absolutnie NORMALNE. I wtedy znowu pojawia się szok i niedowierzanie, bo ja totalnie nie wiem, kiedy to się stało. Nie mam pojęcia, kiedy się do tego przyzwyczaję, ale liczę na to, że szybko, bo nie chcę żyć w wiecznym szoku i niedowierzaniu.

Nie mam pojęcia, kiedy zaczyna się dorosłość. Chyba najpopularniejszy pogląd to że wtedy, kiedy już samodzielnie się utrzymujesz. Jednak ja się w sumie z tym nie zgadzam. W sensie no trochę tak, bo raczej nie można o kimś powiedzieć, że jest dorosły, jeśli skarpetki kupuje mu mama. Mimo wszystko uważam, że to tylko część tego wszystkiego. Według mnie dorosłość jest wtedy, kiedy zaczynasz zdawać sobie sprawę, że jesteś całkowicie odpowiedzialny za swoje czyny i decyzje. Kiedy pojawia się świadomość. Świadomość tego, że już nikt nie będzie prowadził Cię za rękę, że sama musisz się poprowadzić. Wtedy jeszcze trzeba to zrobić, a to już ta trudniejsza część.

CZY JESTEM DOBRĄ DOROSŁĄ?

Jako dorosła jestem zupełnie jak mała dziewczynka ciesząca się na widok cukierka. Zachwyca mnie absolutnie wszystko od samodzielnego umówienia się do lekarza po załatwienie sprawy w urzędzie. Tak w ogóle to ło matko, bo teraz będę sama organizować wyjazd do Berlina. W sensie no nie całkiem sama, ale bez nikogo dorosłego.

Moim największym problemem jest fakt, że z reguły za dużo myślę. Po prostu za dużo się zastanawiam nad wszystkim, co nie przynosi zwykle żadnych korzyści, a jedynie ból brzucha i zszargane nerwy. Wiem, skąd to się bierze. Ja po prostu chcę podejmować jak najlepsze decyzje. Chcę być dobrą dorosłą. Niestety świat jest strasznie skomplikowany. Powiedziałabym, że czasem robiąc coś dobrego nie da się jednocześnie nie zrobić czegoś złego. Nie chcę jednak używać sformułowań typu czynić dobro albo zło, bo nie do końca o to mi chodzi.

Jedną z rzeczy, z którymi wciąż sobie nie radzę, jest wyznaczanie granic i stawianie siebie na pierwszym miejscu. Wiadomo, nie powinno się być egoistką, ale powinno się dbać o siebie, a w szczególności o swój komfort i zdrowie psychiczne. Czasem jest tak, że podejmując decyzję dobrą dla siebie jednocześnie nieumyślnie krzywdzi się kogoś innego chociażby przez sprawienie mu przykrości. I ja niestety często robię rzeczy, które są złe dla mnie tylko dlatego, żeby komuś innemu było dobrze.

Mimo wszystko i tak najgorsza w podejmowaniu decyzji jest świadomość, że to, co robisz, dotyczy nie tylko Ciebie, ale także Twojego partnera czy partnerkę. Albo kogoś innego. Oczywiście nie mówię tutaj o każdej jednej podejmowanej decyzji, ale przecież takie też się zdarzają. Mam przy nich jeszcze większy paraliż i myślę jeszcze więcej, jeśli wiem, że mam odpowiedzialność nie tylko za siebie, ale za kogoś jeszcze. Może gdybym nie miała takiej potrzeby żeby ktoś mnie lubił i żeby mój partner mnie kochał, to bym miała to gdzieś. Jednak w takich wypadkach zwykle mam z tyłu głowy , że nie chcę, żeby kto miał mi coś za złe i nie chcę zniszczyć komuś życia źle podjętą decyzją. Albo przynajmniej dnia. Wtedy już w ogóle nie myślę o sobie, ani nawet o nas, a tylko o nim, bo to jest totalnie najważniejsze.

Ja doskonale wiem, że w takich sytuacjach nie jestem z decyzją sama, bo zawsze jest ten ktoś i on też ma coś do powiedzenia, ale dokładnie tak się czuję. Jakby los całego wszechświata zależał ode mnie. Szczerze to mam nadzieję, że nigdy nie będzie, bo, jak widzisz, jestem fatalna w podejmowaniu trudnych (i nie tylko, bo ciastek też często nie umiem wybrać) decyzji. Mogę cały miesiąc rozważać wszystkie opcje, wszystkie za i przeciw, a i tak ciężko będzie mi coś wybrać, dopóki po prostu czegoś nie zrobię.

SERCE CZY ROZUM?

Jest jeszcze jedno rozróżnienie na dorosłych i niedorosłych, z którym nie do końca się zgadzam. Podobno dorosłym jest ten, kto podejmuje decyzje rozsądkiem. Ja bym doprecyzowała tę teorię i powiedziała, że dorosły wie, kiedy kierować się sercem czy rozumem. To drugie zdecydowanie wydaje się być… no cóż, bardziej dorosłe, ale to pierwsze może Cię doprowadzić w naprawdę ciekawe miejsca. To z kolei prowadzi do wychodzenia ze swojej strefy komfortu, a to już temat na kolejny wpis. Jednak tak właśnie robię, staram się robić rzeczy, na które nie mam odwagi.

A Ty jaką dorosłą jesteś? I czym dla Ciebie właściwie ta dorosłość jest?

Zdjęcie: Priscilla Du Preez/unsplash.com