Gdybym dzisiaj miała podejść do matury, to pewnie znienawidziłabym się za ten tekst.

Dokładnie dwa lata temu byłam poirytowana. Podążałam też w stronę sali, w której miałam przystąpić do matury z polskiego, jednak to mniej ważne. Przede wszystkim byłam poirytowana.

Strasznie wkurzały mnie wszystkie teksty o maturze, które pojawiały się na blogach. Nie chodzi tu nawet o to, że przez nie bardziej się stresowałam. One po prostu przedstawiały zupełnie inny obraz tego mitycznego egzaminu, który ja akurat wtedy miałam w głowie. Matura to nie jest koniec świata. No ale jak to nie?!

Oczywiście totalnie zdawałam sobie sprawę z tego, że są to teksty pisane przez osoby, które maturę mają już od jakiegoś czasu za sobą. Jednakowoż uważałam, że brakuje tekstu, w którym ktoś opisywałby wszystko z perspektywy osoby, która jest w trakcie. Jak możesz się domyślać, tym ewenementem miałam być ja, ale że jestem ciepłą kluchą to w końcu tego nie zrobiłam. Teraz żałuję, chętnie przypomniałabym sobie, co wtedy myślałam. Ale już po ptakach, bo z perspektywy dwóch lat jedyne, co mam do powiedzenia, to matura to nie jest koniec świata.

Czego nie zrobiłam przed własną maturą.

Nie przypomniałam sobie lektur.

Nie zrobiłam żadnego repetytorium z matmy, chociaż bałam się, że mogę oblać. Ostatecznie zdałam na 60%.

Nie zarwałam żadnej nocy. Do matury uczyłam się mniej niż teraz uczę się do pojedynczego kolokwium na studiach. O sesji nie wspominając.

Nie pojechałam na pielgrzymkę maturzystów do Częstochowy.

Nie wybrałam sobie kierunku studiów. Aż do ostatniego momentu nie wiedziałam, co będę studiować.

Nie wymyśliłam planu na życie.

O to mam żal do wszystkich.

Mam żal o kilka rzeczy. Przede wszystkim o to, że za wszelką cenę próbowano nas przekonać, że niezdana matura to koniec życia, świata i w ogóle to największa tragedia. Że ten egzamin to najważniejsza rzecz, z jaką przyjdzie nam się w życiu zmierzyć. A gówno prawda.

Matura sama w sobie nie ma żadnego znaczenia.

Matura jest potrzebna tylko po to, żeby dostać się na studia. W prawdziwym życiu nikt nigdy nie zapyta Cię ile miałaś punktów z tego czy z innego egzaminu. Po za tym – wiem z autopsji – za dwa lata sama nie będziesz tego pamiętać.

Zobaczysz, że ten egzamin absolutnie niczym nie różni się od tych, które już nie raz pisałaś. Nawet nie dwa. Z kilkaset razy pewnie. Jak o tym pomyślisz, to zdasz sobie sprawę, że umiejętność pisania sprawdzianów masz w małym paluszku.

Pewnie idziesz do tej sali i trzęsą Ci się ręce, a w głowie masz kompletną pustkę. No ale jak to, przecież nie mogłam zapomnieć WSZYSTKIEGO!!!

Nie martw się, nie zapomniałaś. Wiesz więcej, niż Ci się wydaje. Weź głęboki wdech. Daj sobie minutę. Zaraz wszystko do Ciebie wróci.

Jak nie ześwirować przed maturą – kilka złotych rad

Przede wszystkim weź sobie do serca to, co napisałam wyżej – to egzamin, jakich wiele.

Być może to Ci nie pomogło i wciąż się stresujesz. To normalne. Wiesz, co ja sobie mówię, jak się przed czymś stresuję? Tyle osób przede mną już to zrobiło, więc dlaczego mi się ma nie udać?

Wiem, że to może być ciężkie, kiedy wszyscy dookoła gadają tylko o tej maturze. Jednak spróbuj się zdystansować. Matura nie jest celem samym sobie. Matura to droga do celu, jakim są studia.

Odetnij się od wiecznych panikarzy. O JENY, JA NIC NIE UMIEM! A POWTÓRZYŁEŚ LALKĘ? JA TEŻ! TAM BYŁ, TEN NO, MACHULSKI… A NIE, WOKULSKI. W ŻYCIU NIE ZDAM! Wiadomo, że każdy trochę się denerwuje, ale przebywanie z osobami, które żyją tylko tym, jak bardzo nie umieją, na pewno nie zmniejszy Twoich nerwów.

Co po maturze? Czy tam jest jakieś życie?

O koleżanko, jeszcze zdziwiłabyś się jakie!

Prawdopodobnie żyłaś tym egzaminem już od dłuższego czasu. Nie miałaś nawet okazji zastanowić się nad tym, co zrobisz, jak już matura się skończy, bo myśl o tym egzaminie wciąż rezonowała w Twojej głowie. Za kilkanaście dni po raz ostatni wyjdziesz ze swojej szkoły, spojrzysz w niebo i zdziwisz się, że to już. I że świat się nie skończył. Przez następny miesiąc o maturze nie pomyślisz ani razu, przypomną Ci o niej dopiero wyniki. A potem znów zapomnisz.

Tak, po maturze jest jakieś życie. Po maturze życie dopiero się zaczyna.

Nie wiem, czemu matura jest nazywana egzaminem dojrzałości. Tak naprawdę to życie po niej weryfikuje, kto już dojrzał do dorosłości, a komu jeszcze brakuje. Jeżeli stresujesz się przed maturą, to muszę Cię zmartwić – ten egzamin będzie o wiele trudniejszy.


Zdjęcie: Matthew T Rader/unsplash.com


Hej, śledzisz mnie już na Facebooku i Instagramie? Jeśli nie, to na 
co jeszcze czekasz? Bądź na bieżąco z nowościami i pozostańmy w kontakcie!