Po pierwsze powiedzmy sobie szczerze – w przypadku tego serialu nie było czegoś takiego jak odpowiednie zakończenie.

Na pewno słyszałaś o petycji, która miała zmusić twórców Gry o Tron do nakręcenia ostatniego sezonu od początku. Zebrano pod nią prawie milion podpisów.

Nie wiem, jak Ty, ale ja jestem pod wrażeniem. Taka ilość niezadowolonych fanów zwala z nóg. Pokazuje też jeszcze jedną rzecz  – osoby pracujące przy serialu odwaliły kawał naprawdę dobrej roboty.

Po ostatnim odcinku serialu większość reakcji widzów można zamknąć w jednym zdaniu:

Ja pierdolę, do kurwy nędzy i jeża kolczastego że kurwa co?

Właśnie przez to uważam, że twórcy Gry o Tron zrobili coś fenomenalnego. Wywołali emocje. I nie, to wcale nie jest tak, że ja nie mam żadnych zastrzeżeń. Mam i to nie jedno, o czym z resztą przeczytasz za chwilę. Po prostu błędy wcale nie sprawiają, że cały serial powinien iść do kosza.

Fenomen Gry o Tron – skąd to się wzięło?

W ciągu ostatnich lat obejrzałam tyle seriali, że mam za mało palców, żeby pokazać, ile ich właściwie było. Wiele z nich obejrzałam i zapomniałam pięć minut później. Jednak niektóre noszę bardzo głęboko w serduszku i jak tylko mam możliwość o nich opowiedzieć, to absolutnie nic nie zmusi mnie, żebym się zamknęła.

Gra o Tron to zupełnie osobna kategoria.

Mam ból serduszka, bo nie udało mi się namówić mojego nieślubnego do oglądania tego serialu. Wiesz, co jest ciekawe? Chociaż widział może pół odcinka, ma Gry o Tron powyżej uszu. Czemu?

A no bo temu, że w ciągu ostatnich sześciu tygodni rozmawiali o niej absolutnie wszyscy absolutnie wszędzie.

Dlaczego Gra o Tron stała się takim fenomenem?

Przede wszystkim wzbudza emocje.

Mniej więcej w połowie ostatniego sezonu zrozumiałam jedną rzecz:  nie ma znaczenia, czy te emocje są negatywne czy pozytywne.

Tak, ostatni sezon Gry o Tron nie spodobał się wielu osobom. Jednak nikt nie zaprzeczy, że było co przeżywać.

Nie boję się powiedzieć, że to świadczy o tym, jak fenomenalna była ta produkcja i jak świetnie spełniła swoje zadanie.

Gdzieś przeczytałam o tym, że Gra o Tron to był świetny serial, tylko pogrzebał go ostatni sezon. A ja wcale tak nie myślę. Przez to, jakie emocje wywołał u nas wszystkich, zostanie na językach jeszcze przez długi, długi czas.

Mogę powiedzieć tylko, że w sumie trochę szkoda jest mi osób, które dopiero teraz zaczną oglądać Grę. Głównie przez to, że nie będzie im już dane przeżywać tego razem ze wszystkimi.

Dlaczego ostatni sezon Gry o Tron był inny niż poprzednie?

George R.R. Martin nie skończył jeszcze cyklu Pieśni Lodu i Ognia. W poprzednich sezonach twórcy mieli gotowy materiał pod serial. Teraz musieli stworzyć wszystko sami.

W świecie stworzonym przez Martina mniejsze znaczenie mają sami bohaterowie. Bardziej liczy się to, co dzieje się wokół nich. Pisarz wykorzystał motyw końca pewnej epoki, którym w Westeros miało być nadejście zimy. Sami scenarzyści w ostatnim sezonie bardziej poszli w stronę konfliktu politycznego, który ostatecznie stał się trzonem tych sześciu odcinków. Przez to też (tu zaczynają się moje zastrzeżenia) otoczenie postaci straciło na znaczeniu, a razem z nim pewne wątki. Mówię tu po pierwsze o pochodzeniu Jona, a po drugie o Brandonie jako Trójokiej Wronie.

Moment, w którym wyszło na jaw, że Jon to tak naprawdę Aegon Targaryen, powinien być punktem zwrotnym, powinien zmienić przynajmniej wiele, jeśli nie wszystko. Well, tak naprawdę w serialu nie zmienił nic. Jon i bez tego mógł zabić Daenerys i skończyć tam, gdzie zaczął, czyli w Nocnej Straży. W świecie Martina ten fakt pewnie miałby większe znaczenie.

Tak samo wątek Trójokiej Wrony. Przez pewien moment było to ważne w kontekście całej historii. Jednak finalnie twórcy jakby wyparli fakt, że Brandon jest… nie do końca sobą.

To zrobiłabym inaczej

Przede wszystkim zapewniłabym Cersei śmierć pełniejszą emocji. Dla widza oczywiście.

Moim zdaniem śmierć królowej była strasznie zła. Według mnie powinna zginąć z ręki Jamiego. Nie sądzisz, że to byłoby epickie? Postawa Lannistera bardzo mnie zawiodła. Myślałam, że wróci do Królewskiej Przystani, żeby skończyć rządy swojej siostry, a nie, żeby zginąć razem z nią.

Jednak zapominając na chwilę o finale, wróćmy do odcinka, w którym rozegrała się bitwa z armią nieumarłych.

Szczerze, to bardzo mi się podobał. Całą bitwę przeżywałam conajmniej tak, jakbym oglądała ją na żywo, a nie na ekranie komputera. Ale mam z tym odcinkiem kilka poważnych problemów.

Przez cały serial nieumarli byli przedstawiani jako olbrzymie zagrożenie, z którym nie było wiadomo, jak sobie poradzić. Ale nagle okazało się, że wystarczy zwykły miecz! Nocnego Króla nie mógł zabić ogień, a Arya pokonała go mieczem!

+ jeszcze skoro Brandon jako Trójoka Wrona mógł wnikać w umysły innych, czemu nie zrobił tego z Nocnym Królem? Byłam przekonana, że to właśnie zrobi! A tu klops.

Co jeszcze mogę dodać do tego punktu, to śmierć bohaterów. A raczej brak śmierci.

W pierwszych sezonach twórcy nie mieli żadnych oporów w uśmiercaniu postaci. Nawet tych, które wydawały się być bardzo ważne dla całej historii. Natomiast w bitwie z Nocnym Królem nie zginął żaden z najważniejszych bohaterów i w ogóle wszyscy z całych tych zmagań o tron wyszli bez większych zadrapań (może oprócz Daenerys, ale jak pewnie sama się już przekonałaś, przyjęła to na chłodno, hehe). Szczerze to jestem zawiedziona, chociaż dobrze wiem, czemu tak.

Znowu – w pierwszych odcinkach twórcy bazowali na książkach i ze wszystkich bagien prawie suchą nogą wyprowadzał ich Martin. Teraz musieli uważać, a wszystkie postacie były im potrzebne do takiego finału, jaki sobie zaplanowali.

A no tak, prawie zapomniałam. Zwolniłabym wszystkich odpowiedzialnych za oświetlenie.

Nie tylko w tym sezonie, ale też w poprzednich zdarzały się sceny tak ciemne, że nie było widać totalnie nic. Jestem pewna, że nawet sceny dziejące się w ciemności da się jakoś oświetlić, żeby chociaż było widać, co się dzieje. Czemu więc tego nie zrobiono?

To był sztos

Od samego początku tego serialu bardzo nie lubiłam Sansy. Jeny, jak ta dziewczyna mnie irytowała! Prawie tak bardzo, jak Anastasia z 50 Shades of Grey. Teraz mogę szczerze powiedzieć, że była to jedna z najlepiej napisanych postaci.

Sansa przeszła bardzo trudną drogę i w końcu stała się silną kobietą, której kbicowałam z całych sił. Totalnie zasłużyła na to, co dostała w ostatnim odcinku, czyli niezależność północy i koronę.

Ciężko byłoby też wymyślić lepsze zakończenie wątku Aryi. Outsiderka wyruszająca samotnie w nieznane – to tak bardzo do niej pasuje. Byłoby bardzo szkoda, gdyby jednak zdecydowała się zostać Lady.

To się musiało tak skończyć

Daenerys. Bardzo lubiłam tę postać. Ciekawe było dla mnie śledzenie jej losów już od momentu, w którym miała zostać „sprzedana” za żonę Khalowi Drogo. Strasznie szkoda mi jej wtedy było. Jednak podobnie jak Sansa, z sezonu na sezon stawała się coraz silniejsza.

Wyzwalała kolejne miasta i coraz bardziej wierzyła w słuszność swojej wizji. Kibicowałam jej, bo wierzyłam, że ona może być naprawdę dobrą królową. Jednak cóż. W szaleństwie Targaryenów coś faktycznie musiało być, skoro pomimo obietnic Dany, skończyło się tak, jak się skończyło.

W ostatnich odcinkach najbardziej było widać, jak Daenerys jest przesiąknięta chęcią zemsty i że to ona najbardziej napędza ją do działania.

Szkoda tylko, że to poszło tak szybko, bo wątek szaleństwa Dany mógł być pociągnięty przez kilka odcinków więcej. Byłoby to bardziej naturalne, a nie tak gwałtowne.

Nie chodzi o to, jak się kończy, tylko że się kończy.

Myślę, że ktoś musi to w końcu powiedzieć na głos. Tym razem to będę ja. Nie przepuszczę okazji tak, jak to było z moją maturą.

Oczywiście ostatni sezon Gry o Tron nie był idealny. Mimo wszystko wydaje mi się, że tak wielkie oburzenie jest związane nie do końca z tym, jak serial się kończy, a że w ogóle się kończy.

Historia z Westeros była z nami przez całe osiem lat a sukces, jaki odniosła, ciężko porównać z jakimkolwiek innym tego typu przedsięwzięciem. Przeżywaliśmy wszystko tak, jakbyśmy sami brali w tym udział i nic dziwnego, że tak ciężko się rozstać. Ale wiesz, jak to mówią – wszystko, co dobre…


Zdjęcia: Digital Spy


Hej, śledzisz mnie już na Facebooku i Instagramie? Jeśli nie, to na 
co jeszcze czekasz? Bądź na bieżąco z nowościami i pozostańmy w kontakcie!