Przejdę od razu do konkretów i powiem, że moim największym problemem z LGBT jest to, że w ogóle istnieje.

Oto jak to wygląda z mojej perspektywy.

Jestem 21-letnią heteroseksualną kobietą. Jeśli wszystko dobrze pójdzie, to za rok będę bronić licencjatu. Na początku lipca zaczęłam praktyki w agencji marketingowej. Teraz jestem w tym samym miejscu na stażu, co w ogóle jest totalnie czymś więcej niż tylko spełnieniem marzeń. Co będzie dalej? To się jeszcze okaże.

Od 3,5 roku jestem w szczęśliwym związku. Z mężczyzną. Pomimo wielu upadków, często niezwykle bolesnych, wciąż jesteśmy razem. Planujemy wspólną przyszłość, chcemy mieć ze sobą psa, a za kilka lat może także dzieci.

Jestem totalnie szczęśliwa w takim układzie i nie widzę powodu, dla którego moja płeć miałaby mi w tym wszystkim przeszkadzać. Tak samo jak nie widzę powodu, dla którego miałoby mi przeszkadzać, że ktoś inny jest szczęśliwy w swoim własnym układzie.

Dukam ten tekst od tamtego nieszczęsnego marszu równości w Białymstoku i jakoś nie mogę go skończyć. Sporo mam jednak do powiedzenia, więc pozwól, że przejdę do konkretów. Po pierwsze według mnie

LGBT w ogóle nie powinno istnieć

W sensie ja nie rozumiem o co jest to całe halo. Po co robić dramę o to, że dwójka ludzi jest ze sobą? Jaka jest właściwie różnica między związkiem dwóch kobiet lub dwóch mężczyzn a takim mieszanym? Bo według mnie żadna.

Jak już napisałam we wstępie, sama jestem w takim mieszanym związku od grubo ponad trzech lat. I na wszystkie teksty w stylu że LGBT jest zagrożeniem dla polskiej rodziny reaguję takim „hę? że WTF?” Po pierwsze ja się nie czuję ani trochę zagrożona, no chyba, że jakiś transseksualista właśnie czeka za rogiem, aż tylko wyjdziemy gdzieś razem, żeby nas dojechać, to wtedy tak, wtedy czuję się zagrożona.

Po za tym czym właściwie jest „polska rodzina”? Jeśli związek tworzą dwie Polki, to ich rodzina jest jaka? Może to jakaś mniejszość etniczna? Tylko czy wtedy nie trzeba by im było zmienić obywatelstwa? (jakby co, to nie dawajcie tego do przeczytania komuś, kto mógłby wpaść na głupi pomysł, żeby wcielić to w życie)

LGBT nie powinno istnieć, bo samo to pojęcie tworzy kolejny podział społeczeństwa. WSZYSCY jesteśmy ludźmi. Co za różnica, czy czarni czy biali, czy hetero czy też nie.

Marzy mi się, żeby pewnego dnia wszelkie podziały zniknęły i żeby każdy z nas był człowiek człowiekowi człowiekiem, tak jak kiwi kiwi kiwi.

Przeciwnicy LGBT mówią, że skoro osoby nieheteronormatywne chcą być traktowane „normalnie”, to po co organizują te wszystkie marsze i w ogóle po co się wybijają, bo gdyby nie to, to LGBT wszystkim byłoby obojętne.

I ja się po części z nimi zgadzam w takim sensie, że te marsze nie powinny być organizowane, ale dlatego, że nie powinny być potrzebne!

Jednak widocznie są, skoro spotykają się z takimi reakcjami. Jeśli mają przynieść jakiś skutek, to hej, geje, lesby, transi – macie moje wsparcie!

Feminizm w ogóle nie powinien istnieć

To jest kolejna rzecz, która troszkę mnie telepie.

Jestem kobietą, więc to jest absolutnie oczywiste, że będę z całych sił walczyć o nasze prawa i mówić o ważnych dla nas rzeczach tak głośno, jak tylko się da. Pytanie tylko – dlaczego muszę?

Dlaczego, jako człowiek, wciąż muszę udowadniać swoją wartość i pokazywać, że naprawdę mogę mieć własne zdanie? A no i jeszcze czemu muszę tłumaczyć, że jak jestem o coś zła to dlatego, że mam powód, a nie dlatego, że akurat mam okres?

Wkurza mnie po prostu, że musimy robić jakieś podziały i jedna grupa zawsze będzie gorsza od drugiej.

Nie wiem, kim jesteś Ty, siedząca po drugiej stronie (proszę, przedstaw mi się tutaj w komentarzu lub pisz do mnie na Instagramie lub FB, odpisuję na wszystkie wiadomości i bardzo chcę Cię poznać), ale mogę się założyć, że różnimy się od siebie chociaż trochę. Czy to oznacza, że któraś z nas jest gorsza? Nie sądzę. Po prostu jesteśmy inne.

Zdjęcie: 🇨🇭 Claudio Schwarz/unsplash.com