Nie będę ukrywać, nigdy nie miałam ręki do roślin. Nigdy też nie lubiłam za bardzo babrać się w ziemi, a od wyrywania chwastów zawsze o wiele bardziej wolałam sprzątanie. Co poszło nie tak? Nie mam pojęcia.

W każdym razie w pewnym momencie stwierdziłam, że spoko byłoby mieć roślinkę. Nie zliczę, ile egzemplarzy udało mi się zabić, póki w końcu nie ogarnęłam się na tyle, żeby po prostu zacząć o badyla (jak mówi mój nieślubny), który u mnie stoi dbać!

Dziś u Pyzy krótka lista roślinek „reklamowanych” jako idiotoodporne. Jeszcze nie wszystkie z nich mam, ale jestem na dobrej drodze!

Monstera

Ta roślinka musiała iść na pierwszy ogień, bo jest pierwszą, której nie zabiłam w ciągu pierwszego miesiąca posiadania. Ba, mam ją już prawie pół roku i wciąż ma się świetnie! Moją monsterkę podlewam dużą ilością wody raz w tygodniu. Dodatkowo codziennie (lub prawie codziennie) pryskam jej listki, bo bardzo lubi wilgoć. Póki co tylko jeden listek ma dziurkę, ale wierzę, że w końcu będą następne!

Aloes

Do kupna tej roślinki mierzę się już od jakiegoś czasu. Powstrzymuje mnie chyba jedynie… moja miłość do żelu aloesowego! Obawiam się, że mogłabym ją zabić z powodu innego niż przelanie czy przesuszenie 😉 Nie mniej jednak aloes jest dość wytrzymały i podobno nie trzeba podlewać go często, a przesuszenie mu nie straszne!

Kaktusy

PODOBNO są to roślinki idealne dla początkujących albo osób, które zwyczajnie nie mają ręki do kwiatów. Mówię podobno, ponieważ sama ususzyłam ich przynajmniej kilka i nie wiem, jak to się stało, skoro, jakby nie było, bardziej wymagająca monstera, żyje u mnie od kilku miesięcy i wciąż ma się świetnie. Ostatni mój kaktus umarł śmiercią tragiczną przez moją własną głupotę. Pamiętasz tą falę upałów, która była jakoś w lipcu chyba? No więc właśnie wtedy postanowiłam postawić tę biedną roślinkę na parapecie. I wiesz co? Tak, ugotowała się. Jak zobaczyłam, co się z nią stało, to natychmiast przestawiłam ją na półkę i zaczęłam podlewać, żeby ją ratować. Jednak dodatkowo ją przelałam. Wierzę, że jeśli Ty zdecydujesz się na kaktusa, to będziesz miała o wiele więcej szczęścia.

Fikus

(chyba benjamina, ale ogrodnikiem to ja nie jestem i gatunków rozróżniać nie potrafię)

Więc kupując tego kwiatka (a właściwie drzewko) zrobiłam sporą głupotę. Dlaczego? A no dlatego, że najpierw kupiłam, a potem poczytałam o niej co nieco. Wyczytałam, że fikus jest bardzo delikatną roślinką i nie sprzyja mu zbyt częste przenoszenie, jest bardzo wybredny na panujące warunki, trzeba pamiętać o podlewaniu częściej niż raz na tydzień, a jak coś mu nie pasuje, to… zrzuca liście. Tak, moi państwo. Fikusy miewają fochy. Trochę mnie to wtedy przestraszyło i pomyślałam po prostu, że super, że zarąbiście – kupiłam roślinkę tylko po to, żeby ją zabić.

Nie mniej jednak po kilku miesiącach posiadania fikusa (i nie zabicia go!) z pełną odpowiedzialnością mogę powiedzieć, że jest to roślinka idiotoodporna. Wcale nie trzeba aż tak bardzo pamiętać o podlewaniu, wystarczy porządnie zlać go wodą (byle nie przelać!) raz na jakiś czas i czasem spryskać mu listki. U mnie stoi na regale wśród książek i chyba ma się całkiem nieźle!

Dracena

Dużo osób poleca ją jako roślinkę dla niezbyt ogarniętych. Ma wymagania podobne do monstery, więc myślę, że nawet ja bym sobie z nią poradziła.

Zamiokulkas

Uwaga, to jest hit – zamiokulkasa NIE WOLNO podlewać zbyt często, bo może zgnić. Czyżby idealna roślinka idiotproof?

No dobra, kochana, a teraz przyznaj mi się tu – zdarzyło Ci się zabić kiedyś kwiatka?